patrzę na Ciebie przez szkło
nikt nie wie, ile czasu minęło
wiem tylko, że zdaje się to wiecznością
Jeśli Norbert mógł się tak naprawdę czymkolwiek martwić, to tylko czasem, który w swoim życiu zmarnował. Niestety straconego czasu nie da się odzyskać, a Norbert nie miał nawet najmniejszego zamiaru go szukać. Postanowił jedynie nie tracić go w nadmiarze. Wyleczył się także z "syndromu Jezus”. Postanowił żyć. Brakowało jedynie konkretnego planu działania na wykorzystanie zyskanego tym samym czasu.
W jego przemyśleniach zdarzało mu czasem się zabrnąć do momentu, gdy wszelka logika zawodzi. W takich chwilach Norbert postanawiał zazwyczaj odwiedzić swoją babcię. Zupa była dobra, drugie danie podobnie.
- Wnuczuś, zrobiłbyś babci zakupy?
- Dobrze.
- To masz tu karteczkę i zapisz sobie listę.
- Wnuczuś, piszesz jak kura pazurem. Jak pracowałam w banku, to był tam jeden taki, co też był leworęczny, bo prawej nie miał. I takie literki okrąglutkie stawiał, i tą ręką to pieniądze przeliczył, i wszystko nią robił. A tym kikutem to jeszcze żonę potrafił bić, taki był zdolny...
Norbert nie oponował. Sztukę niewyraźnego pisania opanował w stopniu mistrzowskim, pielęgnował ją wręcz skrupulatnie. Poszedł do sklepu i po drodze przebiegł nawet drogę czarnemu kotu - biedne zwierzątko, będzie miało pecha.
Wrócił niesamowicie zmęczony. Podszedł do lodówki, napił się mleka, po czym wypluł je do zlewu, zapominając, że mleku jest prawdopodobnie całkowicie obojętny fakt, że na kartonie widnieje napis "świeże".
Mówiąc o słabościach, nie wypada zapomnieć o szczególnym upodobaniu Norberta i wszelkiej maści matematyków, do używania partykuły "niechaj". Kiedy jej używał, czuł w sobie wręcz demiurgiczną moc. Śmierć natomiast, pomijając taniec, zdawała się nie mieć słabości. Zawsze starała się być twarda, stanowcza, nieprzejednana, a przede wszystkim ostateczna. Okazało się jednak, że Norbert stał się jej największą słabością i ciężko jej było wymyślić odpowiednio wiarygodne wytłumaczenie - wszak miała zwierzchników. Co prawda, biorąc pod uwagę roztrzepanie Norberta, powinien on zginąć w jakimś najgłupszym możliwym wypadku, ale Śmierć nie może oprzeć się chyba jego magicznej partykule.
Wymieniając słabości Norberta, posiadał on chyba największą - upodobanie do komplikowania własnego życia. Jeżeli coś było odpowiednio proste, Norbert jakby automatycznie kreował mnóstwo dodatkowych problemów pobocznych. Było to niejako masochizmem, ale był w tym również jakiś sens - gdy udało mu się rozwiązać ten węzeł gordyjski, czuł niesamowitą satysfakcję, ulgę i zadowolenie - zupełnie jakby ktoś obluzowywał mu małą śrubkę szczęścia, gdzieś pomiędzy żołądkiem a wątrobą.
Dzień chylił się już ku końcowi, kiedy zmęczona Śmierć weszła do domu. Norbert spojrzał na nią, a ona na niego - doszli do wniosku, że chyba wymienili spojrzenia.
- Wiesz co? - zapytał.
- Tak?
- Możesz mi oddać moje spojrzenie, bo po chwili refleksji zrozumiałem, że nie chcę wymieniać spojrzeń...
Dźwięk uderzenia kościstą dłonią o czoło rozniósł się po pomieszczeniu.
- Czy ty zawsze musisz sprawiać, że wszystko staje się bardziej absurdalne, niż jest w rzeczywistości? - zapytała.
- Nie wiem, robię to spontanicznie - odparł Norbert, po czym pomachał do wychodzącej ze zlewu nowej formy życia, powstałej z detergentów, skisłego mleka i białka nieznanego do końca pochodzenia.
Świat jest po to, żeby udawać
Po to, żeby oszukiwać
Że jest inaczej
Po to, żeby ukrywać swoje słabości
Pod płaszczem innych
Żeby przypadkiem nie było gorzej,
Niż wydawało się wcześniej
Świat jest po to, żeby udawać
Żeby przypadkiem nikt się nie dowiedział
Że jest inaczej
Żeby po prostu być
Pod płaszczem
Wygodnej nieoznaczoności
Może być inaczej?
Nigdy jej się nie zdarzyło płakać. No, może z jednym małym wyjątkiem, który w jej fachu nie jest powodem do dumy. Usprawiedliwiała się jedynie tym, że dopiero zaczynała pracę w tej dziedzinie. Miał na imię Adam i nie wiedziała zupełnie, dlaczego musi To zrobić. To zupełnie tak, jakby dziecku kazać za pomocą klocków złożyć bombę atomową, która przy okazji świeci wszystkimi kolorami tęczy i recytuje po francusku Iliadę z podziałem na sylaby, w dodatku wspak. Dziwne, zapłakała nad własną nieuchronnością.
Pomyślała nawet, że z Norbertem byłoby podobnie, co wprawiło ją w nie lada osłupienie - nie dosyć, że zapłakałaby, to jeszcze nie miałaby siły tego zrobić. Pewnie dlatego właśnie Norbert niejednokrotnie uniknął spotkania ze Śmiercią w niekorzystnych dla niego warunkach, kończącego się prozaicznym zgonem. Być może dlatego, że nie potrafił tańczyć, być może dlatego, że Śmierć była po prostu ciekawa, co ów jegomość może jeszcze wymyślić. Był dla niej wielką niewiadomą, a zaskoczyć Śmierć, to jednak spory wyczyn.
Norbert zwyczajowo siedział przed telewizorem, którego i tak nie oglądał z powódek ideologicznych. Raz zastanawiał się nad sensem życia, a raz myślał o tym, że musi wynieść śmieci. Ważne jest, że po prostu czasem, a nawet częściej, myślał.
- Dum spiro, spero - westchnął.
Śmierć wróciła do domu. Cała zmoknięta. Na szczęście mogła wysuszyć się przy strzelającym kominku.
c.d.n. (niebawem opowiadania część trzecia - ostatnia)