Moja noc (5)
patrzę na Ciebie przez szkło
nikt nie wie, ile czasu minęło
wiem tylko, że zdaje się to wiecznością
Moja noc nigdy się nie kończy. Zwłaszcza wtedy, gdy powieki otwierają się same, a oczy kierują się na poduszkę obok, w oczekiwaniu materializacji pragnienia. To tak, jak pustka połączona z pełnią, przelewająca się przez środek głowy, po samo dno serca, w jedną i drugą stronę...
*
Zapomniałem już trochę siebie, nie chcę zgubić więcej. Rzeczywistość jednak rozrzuca cząstki duszy, która niedomaga z chęci odkupienia, która wierzga się prawie bezsilnie, chcąc biec w jedynie słusznym kierunku, wiedząc jednak, że nie ma prawa dotrzeć tam przed czasem.
*
Papieros znowu mierzy czas i przypomina, że jednak żyję. Wierzę, że Ona przyjdzie, że w końcu dowie się, jaki jest mój sens i dlaczego właśnie dla Niej, że w końcu dostanie to, na co przez całe życie zasługiwała, a czego nigdy z egoizmu nie chciano Jej dać. Chciałbym, żeby odzyskała wiarę w siebie i swoje marzenia.
*
Zamykam oczy i modlę się, by przestać całować lustro. Czasem, gdy prawie nastaje świt, zdaje się, że słyszę zapomnianą melodię aniołów. Bo Ona zawsze przychodzi nocą, nawet w środku dnia. I nigdy się nie kończy.
Komentarze do wpisu
Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.
amente
takiego krzysia lubię:)
11 stycznia 2008, 12:09:50
shishaldin
a ja o takiego Krzysia się boję...złożonego z samej niebezpiecznej dla duszy tęsknoty…
12 stycznia 2008, 18:22:10
...
...wiesz, Krzysiaczku czemu tak łatwo gubi się siebie po drodze do siebie..?
...po mojemu wcale nie temu, że po jakimś nadzwyczajnie złożonym labiryncie przychodzi nam peregrynować, ale dlatego, iż zupełnie niepotrzebnie szukamy tej, jak go nazwałeś tutaj, „jedynie słusznego” kierunku… a ta cholera nie istnieje zwyczajnie… a już z pewnością nie stoją przy tej drodze anioły z drogowskazami do sensu czegokolwiek…
...tak czy siak zamykamy oczy i brniemy po omacku po koleinach śladów miliardów przed nami, a nawet po śladach miliardów po nas brniemy w błocie po samą dupę...
ech… pójdę pocałować jakieś lustro…
18 stycznia 2008, 21:29:01
Kolah
amente: lubię pisać, po prostu :)
shishaldin: o takiego Krzysia bać się nie trzeba, Krzyś próbuje znaleźć swój własny rozum, ze skutkiem różnorakiem, musi się jeszcze wiele nauczyć, dostać parę kopów w tyłek, by dowiedzieć się, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Krzyś podchodzi pozytywnie do życia, mimo że życie nie zawsze chce podchodzić pozytywnie do Krzysia. Krzyś tęskni, ale nie uschnie z tęsknoty, Krzyś ma nadzieję... Krzyś próbuje wierzyć... ;)
...: Ale czasem ma się to złudzenie, które odpowiednio pielęgnowane, w swej prostocie jest piękne, pomimo tego, że najzwyklej bywa złudzeniem. Czasem ludzie lubią znaleźć się w błocie po samą dupę ;) i nie lubią, jak ktoś na siłę stara się ich z tego błota wyciągnąć, czasem czekają, aż ktoś ich wyciągnie, w akcie ich własnej bezsilności szukają sobie mesjasza, który wskaże im drogę. A anioły wolą pić wódkę i grać w karty, one też zapomniały swojej pieśni, z drogowskazów rozpaliły ognisko… bo czasem chyba lepiej postradać zmysły, żeby nie zwariować...
19 stycznia 2008, 15:19:27
...
...powiadasz: lubią czasem… mnie się zdaje, że muszą... że skażeni są imperatywem pielęgnowania złudzeń... że w przypadku gatunku homo (mniejsza o drugi człon) jest to już atawistyczne nosicielstwo genu popełniania dawno już popełnionych błędów, tak atawistyczne, że uznane za normę już...
...i wiesz – dość ciekawe jest w tym wszystkim, iż wariatami nazywają owi wypasieni na złudzeniach tych, którzy iluzjom kazali pocałować się w dupę...
...nic to – przywykłam, że nienormalne wpasowuje się w ramy świata… tylko czemuś boli owo przywyknięcie…
...ech… czas mi na wódkę z aniołami udać się, wyraźnie widać...
27 stycznia 2008, 09:28:26
8_wesz_6_ciem_2_mole
Hmmm. Wszystko „fajnie”, tylko szkoda, że…
18 lutego 2008, 12:30:16
Dodaj komentarz