Moja noc - opowiadanie, Wsio inne, czyli luźne gadki »

[11 stycznia, 2008 | 6 komentarzy | Poziom: 0 ]

patrzę na Ciebie przez szkło
nikt nie wie, ile czasu minęło
wiem tylko, że zdaje się to wiecznością

Moja noc nigdy się nie kończy. Zwłaszcza wtedy, gdy powieki otwierają się same, a oczy kierują się na poduszkę obok, w oczekiwaniu materializacji pragnienia. To tak, jak pustka połączona z pełnią, przelewająca się przez środek głowy, po samo dno serca, w jedną i drugą stronę...
*
Zapomniałem już trochę siebie, nie chcę zgubić więcej. Rzeczywistość jednak rozrzuca cząstki duszy, która niedomaga z chęci odkupienia, która wierzga się prawie bezsilnie, chcąc biec w jedynie słusznym kierunku, wiedząc jednak, że nie ma prawa dotrzeć tam przed czasem.
*
Papieros znowu mierzy czas i przypomina, że jednak żyję. Wierzę, że Ona przyjdzie, że w końcu dowie się, jaki jest mój sens i dlaczego właśnie dla Niej, że w końcu dostanie to, na co przez całe życie zasługiwała, a czego nigdy z egoizmu nie chciano Jej dać. Chciałbym, żeby odzyskała wiarę w siebie i swoje marzenia.
*
Zamykam oczy i modlę się, by przestać całować lustro. Czasem, gdy prawie nastaje świt, zdaje się, że słyszę zapomnianą melodię aniołów. Bo Ona zawsze przychodzi nocą, nawet w środku dnia. I nigdy się nie kończy.

Moja noc - opowiadanie »

[21 kwietnia, 2006 | 8 komentarzy | Poziom: 0 ]
Zakochałem się. Szkoda, że bez wzajemności, w pustej ciszy jedwabiu.

Naga cisza jedwabnej pościeli krwawi z samotności, spływa po poduszce szukając głowy, którą chciałoby się ugłaskać, ze szczęścia pocałować w czoło.

Naga cisza jedwabiu krzyczy samotnością, gdy bolesna bezsenność otwiera zmęczone codziennością oczy.

Naga cisza jedwabiu spływa po policzku przerażającą gładkością próżnego wyczekiwania.

Naga cisza jedwabnej pościeli pachnie perfumami, całowanymi ulotnie w powietrzu i nadziei.

Naga cisza jedwabiu jest zimna, gryzie w palce i przypomina o sobie.

Magia ginie w bieli rzeczywistości, szarpana przez kły jedwabnych szubrawców niespełnienia. Ocierający skórę jedwab pieści każdy jej fragment, upija ją wrażeniem ciepła. To dopiero absurd. Przestrzeń nocy staje się prawdą, a z każdym ziarenkiem w jej mierze pragnę w końcu zamknąć oczy, stracić przestrzeń i doczekać się czasu.

Naga pustka jedwabiu ma swoje miejsce na poduszce.

Naga pustka jedwabiu milczy zbyt głośno i wymownie.

Naga pustka jedwabiu nie mówi dobranoc.

Naga pustka jedwabiu odwraca się plecami.

Naga pustka jedwabiu całuje w usta lub policzek, nie pozwalając zasnąć.

Magia ginie w białych punktach czarnej nocy. Jedwab udaje skórę, próbując oszukać ostatecznie przed zapadnięciem kurtyny powiek. To też absurd. Przestrzeń nocy staje się kłamstwem, a z każdym ziarenkiem w klepsydrze bezczasu we śnie pragnę w końcu otworzyć oczy, odzyskać przestrzeń, wiarę i marzenia.

Magia nagości, ciszy i pustki rodzi się w delikatnej materii lśniącego jedwabiu. Jak skończony idiota, gdy jej nie ma, całuję lustro.

Zakochałem się. Szkoda, że bez wzajemności, w pustej ciszy jedwabiu.

Moja noc - opowiadanie »

[31 marca, 2006 | 4 komentarze | Poziom: 0 ]
Żyję dniem wczorajszym, rozkrwawiam to, co było i nie czuję "dzisiaj" i "jutro". Przecieram oczy, za każdym razem, gdy widzę Jej cień. To tylko cień, nocny majak, który ciężko przepędzić. Jakimż cudem złudzenie może się uśmiechnąć, wyciągnąć rękę? Chyba za bardzo o Niej marzę, ale marzenia są zbyt piękne, by się ich pozbyć, przeszłość bardziej kusząca, bo już poznana i nie przeraża jak "dzisiaj" i "jutro". A może to moja wina, że czasem nie czuję że żyję?

W tle walc cis-moll zacnego Fryderyka, w duszy głębi pragnę jednak Etiudy Rewolucyjnej, nie chcę tańczyć sam, ale Jej się nie doczekam - pewnie zapomniała nawet, jak mam na imię. Ja sam już nie jestem pewien, czy potrafię przypomnieć sobie dotyk Jej dłoni, uśmiech na twarzy, gdy Ją widzę – wcale nie jestem też pewien, czy była, wszak mogłem Ją sobie wymiślić. Duszę się wspomnieniem, nie Nią chyba. Nie zapomnieć, pamiętać, ale nie żyć Nią. Najwyższy czas.

Nie boję się! Będę krzyczeć!

Żegnaj.

Ja poczekam.

Moja noc - opowiadanie »

[17 marca, 2006 | 13 komentarzy | Poziom: 0 ]
“Czy wiesz, jaka jest jej miłość?
To jakby mżył najdrobniejszy deszcz,
W którym idziesz i nie wiesz, że pada,
A potem czujesz, żeś przemókł do samego serca
Taka jest jej miłość.”

Zrobiłbym wszystko, by pozwoliła mi siebie kochać, by w końcu wykrzyknęła do mnie: przyjdź, bądź! - Gdzie jesteś? - wyszeptałem nieśmiało, bojąc się, że mój głos rozbije podstawy wszechświata, że wzburzy spokojne tonie jeziora, spieni morza i oceany i obróci wniwecz dorobek ludzkości. Najbardziej niewymowna cisza w moim życiu...

Kolejny papieros obrócił się w popiół, a ja czekam na kolejną noc, dymiący przyjaciele odmierzają czas, który dłuży się niemiłosiernie, gdy czekamy na coś ważnego. Nadmiar czasu szkodzi, pozwala zmagać się z myślami, na które nie ma się najmniejszej ochoty. Niektóre z nich lepiej trzymać pod kluczem, bo lubią uciec i wskoczyć nam na plecy, albo ugryźć dotkliwie w mały palec. Płatki śniegu niszczeją na zmarznięj skórze. Zimno, mimo umęczonej do połowy butelki na wpoły słodkiego wina. Małe rzeczy i smutki chyba bolą najbardziej.

Znów myślę o tym, jak kiedyś nagle mnie pocałowała, jak krew w żyłach nagle się zatrzymała i jak ze zdwojoną siłą uderzyła o ściany serca. Wtedy uśmiechnęła się do mnie i nic nie mówiąc wzięła mnie za rękę. Przytuliła mnie nagle, jakbym był najcenniejszą rzeczą na świecie. Po chwili poczuła spływającą po policzku łzę.

- Czemu płaczesz? - zapytała, ocierając mój policzek i nie kryjąc zdziwienia. Nie potrafiłem nic powiedzieć, wtuliłem Ją mocno w pierś, obiecując sobie, że nigdy Jej nikomu nie oddam.

Teraz ogarnia mnie samotność, ta zła raczej. Z każdym wdechem uderza do głowy. Zapach i wspomnienie wyciska łzę spływającą po szybce. Nie ma myśli, które znaczą zbyt mało, są tylko te, które znaczą zbyt wiele. Nie mam siły płakać.

Wypijam filiżankę małej czarnej, by przypadkiem nie zasnąć, by nie przeoczyć momentu, gdy Ona przyjdzie i w milczeniu dusić będziemy się nawzajem ogarniającą nas szarością.

Kolejny kieliszek ku czci dnia mijającego. To dobry antyperspirant i nie pozwala wydostać się zapachowi smutku i tęsknoty. W teorii przynajmniej. W rzeczywistości można utopić się od nadmiaru łez w organizmie. Dziś nie przyszła. Serce, zimno, spać. Sam.

Kiedyś dała mi krzyżyk, powiedziała, że będzie mnie chronić, że i Ona będzie zawsze przy mnie. Teraz noszę go z przekory. Może na złość spotka mnie coś dobrego. Gdy dzisiaj ściskam go w dłoni, nie mogę sobie przypomnieć, jak wydusić z siebie łzę szczęścia.

Z wytęsknieniem wypatruję Jej cienia, choć krztyny obecności, dopijając resztkę wina. Czekam na Jej oczy.

Znów Ją widzę. Uśmiecha się do mnie i wyciąga rękę.

- Nie boję się! Słyszysz jak krzyczę? Bądź!

Moja noc - opowiadanie »

[17 sierpnia, 2005 | 4 komentarze | Poziom: 0 ]
Przychodzi do mnie nocą. Staje wtedy bezwstydnie nad moim łóżkiem, nic nie mówi, albo po prostu prosi mnie o papierosa. To jeden z momentów, który wymaga działania, słowa, decyzji, stanowczości, bądź zwyczajnie animacji nieruchomego i nieruchliwego ciała. W milczeniu jednak sięgam po paczkę papierosów i częstuję. Zapalam razem z Nią – to mój chleb powszedni w zemscie za życie. Siedzimy tak w milczeniu, rozkłębiając pomieszczenie dusznoszarym dymem, dusząc się sobą i siebie dusząc, widokiem, bezsłowiem, bezdysznością i bezdusznością.

Czasem chciałbym coś powiedzieć, rzec Jej parę słów, ale wiem, że Ona, kontemplując papierosa, myśli jedynie o naszym Ogrodzie, strumieniu i kwiatach. O tym, jak boso przechadza się wśród krętych alejek porośniętych bujnymi trawami, oddanymi naturze, nieprzystrzyżonymi dla ludzkiego “widzimisię” i potrzeby równości źdźbeł... Jak biega w porannej rosie, jak rozwija się nad nią dywan słońca i rozświetla Jej cudownie promienistą, gładką, wręcz aniejską twarz.
Ta chwila, mimo niewymownej ciszy, jest jednak czymś intymnym, tak barzdzo naszym, choć trujemy się sobą. Chwila prywatności kończy się wraz z wypalonym do paznokcia papierosem – wszak nic się nie marnuje. Wtedy Ona odchodzi.

Wraca kolejną nocą, a ja chciałbym coś powiedzieć. Ona jednak spala papierosa, kładzie się na łóżku, odwraca plecami i zasypia. Znów Jej nie ma. Nie spojrzy nawet na stojącą na stole kolację, na napoczętą z samotności butelkę wina.

Pozostają tylko duszne papierosowe spaliny i ja, bezsilny wobec własnej bezsilności.