“Czy wiesz, jaka jest jej miłość?
To jakby mżył najdrobniejszy deszcz,
W którym idziesz i nie wiesz, że pada,
A potem czujesz, żeś przemókł do samego serca
Taka jest jej miłość.”
Zrobiłbym wszystko, by pozwoliła mi siebie kochać, by w końcu wykrzyknęła do mnie: przyjdź, bądź! - Gdzie jesteś? - wyszeptałem nieśmiało, bojąc się, że mój głos rozbije podstawy wszechświata, że wzburzy spokojne tonie jeziora, spieni morza i oceany i obróci wniwecz dorobek ludzkości. Najbardziej niewymowna cisza w moim życiu...
Kolejny papieros obrócił się w popiół, a ja czekam na kolejną noc, dymiący przyjaciele odmierzają czas, który dłuży się niemiłosiernie, gdy czekamy na coś ważnego. Nadmiar czasu szkodzi, pozwala zmagać się z myślami, na które nie ma się najmniejszej ochoty. Niektóre z nich lepiej trzymać pod kluczem, bo lubią uciec i wskoczyć nam na plecy, albo ugryźć dotkliwie w mały palec. Płatki śniegu niszczeją na zmarznięj skórze. Zimno, mimo umęczonej do połowy butelki na wpoły słodkiego wina. Małe rzeczy i smutki chyba bolą najbardziej.
Znów myślę o tym, jak kiedyś nagle mnie pocałowała, jak krew w żyłach nagle się zatrzymała i jak ze zdwojoną siłą uderzyła o ściany serca. Wtedy uśmiechnęła się do mnie i nic nie mówiąc wzięła mnie za rękę. Przytuliła mnie nagle, jakbym był najcenniejszą rzeczą na świecie. Po chwili poczuła spływającą po policzku łzę.
- Czemu płaczesz? - zapytała, ocierając mój policzek i nie kryjąc zdziwienia. Nie potrafiłem nic powiedzieć, wtuliłem Ją mocno w pierś, obiecując sobie, że nigdy Jej nikomu nie oddam.
Teraz ogarnia mnie samotność, ta zła raczej. Z każdym wdechem uderza do głowy. Zapach i wspomnienie wyciska łzę spływającą po szybce. Nie ma myśli, które znaczą zbyt mało, są tylko te, które znaczą zbyt wiele. Nie mam siły płakać.
Wypijam filiżankę małej czarnej, by przypadkiem nie zasnąć, by nie przeoczyć momentu, gdy Ona przyjdzie i w milczeniu dusić będziemy się nawzajem ogarniającą nas szarością.
Kolejny kieliszek ku czci dnia mijającego. To dobry antyperspirant i nie pozwala wydostać się zapachowi smutku i tęsknoty. W teorii przynajmniej. W rzeczywistości można utopić się od nadmiaru łez w organizmie. Dziś nie przyszła. Serce, zimno, spać. Sam.
Kiedyś dała mi krzyżyk, powiedziała, że będzie mnie chronić, że i Ona będzie zawsze przy mnie. Teraz noszę go z przekory. Może na złość spotka mnie coś dobrego. Gdy dzisiaj ściskam go w dłoni, nie mogę sobie przypomnieć, jak wydusić z siebie łzę szczęścia.
Z wytęsknieniem wypatruję Jej cienia, choć krztyny obecności, dopijając resztkę wina. Czekam na Jej oczy.
Znów Ją widzę. Uśmiecha się do mnie i wyciąga rękę.
- Nie boję się! Słyszysz jak krzyczę? Bądź!