Dzień na dobre się nie zaczął, a ja już zastanawiam się, Kiedy i Jak się skończy. Kwestia “Jak” jest tu chyba oczywista, nikt (nemo) przecież nie lubi niespodzianek (złych, oczywista) – czy będzie wypełniony JAKąkolwiek formą JAKiejkolwiek pracy, czy może formą bezproduktywnego obiboctwa, które jest tak powszechne w ludzkim życiu? Tylko czy postawienie pytania “Jak” nie jest trywializacją tego, co nastąpi? A może przeparszywionym uogólnieniem? “Jak” można rozpatrywać w różnych kategoriach, niekoniecznie tych trywialnych. Kwestia semantyki – chyba zacznę głosić uniwersalizm słowa “Jak” (szereg przykładów jest: “Jak się rozbierzesz, przyjdź do mnie”, “Jak stracę mózg, nie będę myślał” [co możliwie już nastąpiło], czy w formie pytającej, dającej szerokie pole do popisu pytaniom typowo egzystencjalnym – “Jak zakończy się mój żywot?”). “Jak” występuje w roli przysłówka, spójnika, przyimka, modulanta, relatora, Bóg wie czego jeszcze. Tak, “Jak” bardzo uniwersalne... Pogłaskałem się z pobłażaniem po głowie (w domyśle – ale ty głupi jesteś). Koniec kultu “Jak”. Kult “Kiedy” nie rozkwitł - “Kiedy” choć niewątpliwie uniwersalne, ale nie jak “Jak”. Koniec eksplikacji. Może nastąpi ekspiacja, tylko nie wiadomo do końca za co – za dużo tych win na sumieniu. Ekshumacja natomiast nie nastąpi (zostawmy umarłych tym, którzy się na nich znają i wiedzą, czym TO pachnie).
Kwestia winy (nie, nie wina, choć dobrym Wermutem bym nie wzgardził). Ciekawa jest chyba. Chwilowy, bliżej nieokreślony grymas na twarzy świadczy o przedziwnych kolejach procesu (bez)myślowego. Postąpię wbrew sobie, czy może nie, jeśli zajmę się tym, co oczywiste (po dwakroć może nie)... Bo czy winą jest wina, która nie jest świadomą winą? Bo jeśli jest winą świadomą, to to bez wątpienia wina. A jeśli jest winą dopiero w trakcie, albo już po, to jest winą w pełnym słowa znaczeniu? A co gorsza, jeśli nie ma świadomości winy? Chyba lepiej już rozprawiać o winach, a nie o winie (pamiętając, że Jezus nie zmieniłby wody w jakiegoś taniego “sikacza”). Tak, zabawna jest wieloróżnoznaczność. Chyba lepiej się upić, niż się nad tym zastanawiać...
Prawdopodobieństwo jest ilorazem możliwości zaistnienia jakiejś sytuacji, do możliwych efektów. W praktyce zazwyczaj wygląda to inaczej, a czasem przeciwnie do możliwych efektów. To jest dopiero zaskakujące. Dlatego niemożliwe staje się możliwe – podczas rzutu monetą okazuje się, że nie wypadła ani reszka, ani orzeł i ze zdziwieniem stwierdzamy, że moneta stoi pionowo. Mądry człowiek z tego Murphy'ego.
Nic z tego nie wynika - zabrnąłem na przeprzerażające, arcyprzerażające manowce, ale to konsekwencja przekleństwa dnia poprzedniego, z którego nic nie wynika. A może nic wynika z niczego, dwa minusy (?) dają plus (!), a kangury żyją w Australii? Bzdury. Słów parę, dla osób szukających ukrytego sensu: nic. Nic poszło, a coś zostało.
*
Chciałem dziś sprzedać swoją duszę diabłu. Stwierdził z całą swą diabelskością, że nie ma drobnych. Ja natomiast stwierdziłem, że mogę mu ją oddać darmo. Nie chciał. Chciałem dopłacić, nie biorąc pod uwagę niedorzeczności, zarówno tej, jak i poprzedniej propozycji. Też nie chciał. Przez obowiązkowe 7 sekund toczyłem ze sobą jakże zażartą dyskusję dlaczego, po czym uznałem, że staczam się na skraj choroby umysłowej, a wyobraźnia płata mi figle. Dlaczego tak? A dlaczego nie? Odpowiedź prosta, sama się nasuwająca – bo tak, lub zależnie od sytuacji, bo nie. Najstarszy argument świata.
Ale dlaczego? Chyba wiele zależy od zwyczajnego ludzkiego kaprysu, który jakimś cudem także determinuje ludzkie zachowania. Gdzieś leży granica wyrozumiałości – ile można znosić czyjeś fochy, upierdliwości, kaprysy? Nie jestem wyjątkiem, choć może znajdzie się gdzieś kiedyś ktoś, kto potwierdzi regułę. A może już się znalazł, dawno, dawno temu?
*
Dzi(a/e)ło pseudodramatyczne
Osoby:
Bohater Alfa – początek greckiego alfabetu, tu: Początek Wszystkiego
Bohater Omega – postać adekwatna do wspomnianego wcześniej Bohatera Alfa, widziany z odpowiedniej perspektywy greckiego alfabetu, możliwie Końcownik, występujący pod postacią dualną, stanowiąc jedność z Alfą, jak to bywa
Bohater Gamma – tu: bohater trzeci, by nie było niejasności, występuje jako Głos Głębi Wewnętrznej, bądź forma promieniowania (mentalnego)
Jeźdźcy – Jeźdźcy Apokalipsy w liczbie dwóch (jako pseudodramatyczne przekłamanie biblijne)
Szatan – występujący nieepizodycznie, jako utrapienie ludzi i wyraz cierpienia (własnego), a także w celu niejasnej prowokacji
Śmierć – który “odciął” się od Jeźdźców, gdyż od Początku (tu: Wszystkiego) miał kości pełne pracy, występuje w domyśle; mężczyzna, ze względu na męsko-świńskie szowinistyczne zapędy autora
AKT 0,5 (połowiczny, czyli znajdujący się w stanie między nicością, a teoretyczną nieegzystencją równą nieskończoności, która zawarta jest w nieskończonej liczbie liczb znajdującej się między zerem, a nieskończonością; między wszystkim, czyli niczym)
SCENA I
Scena przedstawia dwóch brodatych jegomościów w bliżej nieokreślonej chwili rozmowy, w bliżej nieokreślonym miejscu znajdującym się na skraju niebytu, a może bytu, który jest swoistym zaprzeczeniem ludzkiego świata zbudowanym z materii, bądź antymaterii, będącej jednocześnie energią bijącą ze sfery duchowej. Słupy światła, podobne do słupów soli, które pojawiają się bez konkretnego celu, a może w celu budowania atmosfery tajemniczości.
ALFA
Zatem stało się, drogi Omego. Wszystko potoczyło się zgodnie z zamysłem. Razem jesteśmy nieomylni.
OMEGA
Nieomylni jesteśmy razem. Z zamysłem zgodnie potoczyło się wszystko.
ALFA
z głosem pełnym satysfakcji
Dzieło stworzenia zostało ukończone już dawno, ale to podobno koniec wieńczy dzieło.
OMEGA
Dzieło wieńczy koniec.
ALFA
Tak, masz rację. Dzieło także wieńczy koniec, a nasze dzieło będzie właśnie takim – dziełem końca.
OMEGA
Rozpocznie niech zatem się dzieło końca. Ich wyślij tam, przeznaczenie gdzie wskazało drogę wieki temu.
do Alfy, szeptem
Odwrotnością czy przewrotnością jestem ja? Początkiem końca, końcem początku? Ostatnim, czy pierwszym może? Jednością podobno jesteśmy.
ALFA
Omego, zajmiemy się tym, gdy dzieło będzie ukończone.
OMEGA
Potem i co?
SCENA II
Sceneria sceny poprzedzającej, za wyjątkiem słupów światła, które mimo wszystko są widoczne z bardzo daleka, lecz niemożliwe do dosięgnięcia. Na środku niewyraźna sylwetka Anioła Ciemności z ułamanym skrzydłem, jakby wyrazem walki, siedząca ni to na tronie, ni to kamieniu.
GAMMA
“Milcząc, wsparty na dłoniach, z plecami zgarbionymi,
W płaszcz długi dwojga skrzydeł szczelnie otulony,
Na igłach wiecznych lodów zasiadł Potępiony
I pośród ciszy nocnej zatopił wzrok w ziemi.”
SZATAN
Zgiń, przepadnij, siło nieczysta!? Jak mógł? Jak mogli swemu dziecku? Podobno wybacza...
pogrąża się w cierpieniu, po chwili
Tęsknię... Dorobiono mi rogi, ale ja mam je teraz naprawdę. Takim jestem diabłem, którego rogi wrastają w głąb, zadając cierpienie, smutek.
GAMMA
“Tam, gdzie morza spienione były bez wytchnienia
O długie smugi lądów, ciemne i ogromne,
W górze skryło się niebo wszechświata przytomne,
ecz On spoglądał tylko w czarną otchłań cienia.”
Potępion jesteś. Kto od Niego odwraca swe oblicze jest przeciw Niemu. Gdzie cel był twój i dlaczego?
SZATAN
nie słysząc jakby
Gdzie był mój cel i dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Może On nie dał mi takiej mądrości, bym pojął, dlaczego nazwał mnie złem? Stworzył mnie On sam, przecież. Znał konsekwencje... Wolna wola, też coś... Gdzie się kończy, a gdzie zaczyna...?
GAMMA
“Trwał tak, wpijając oczy zmętniałe ze złości
W rozpadlinę, gdzie życie zbiera swe owoce,
Gdzie ludzie i zwierzęta dni pędzą i noce
Pod wiekowym obłokiem skłębionej przeszłości.”
Nie zrozumiesz tego. Na tym polega twoja pokuta. Wiecznie już będzie cię trapić.
SZATAN
Ale co nastąpi, jeśli przeniosę się w niebyt? W słodką nicość, gdzie nie będzie nic, Niego, mnie, Ich? Wszystko zależy od mojego istnienia... A nawet jeśli się mylę, to będzie to kres mej męki odwiecznej i świata – dla mnie...
GAMMA
“Słuchał pełnych pokory głosów uwielbienia,
Te Deum mężnych królów i zabójców wrzasku,
Rozpaczliwego jęku narodów w potrzasku
I sprawiedliwych w miejskich kloakach rzężenia.”
SZATAN
Jeszcze te głosy żebrzące o potęgę i chwałę. Nie ma ich. Jemu tylko ona przynależna... Dalej jest tylko Piekło.
GAMMA
“Ów powszechnej choroby wielogłos ponury,
Dawny jako wiek świata i jak ród człowieczy
- Silniejszy ponad jego nienawiść wszechrzeczy -
Wokół Ciemnego Boga kłębił się jak chmury.”
SZATAN
Myśleć... Cogito ergo sum? Ludzka prawdo, czemu bolisz? Chciałoby się rzec: nie ma mnie... Czy jestem chorą wypadkową przedziwnych ludzkich ambicji, które do mnie docierają, które mimo wszystko mnie tworzą w tej przerażającej głębi? Może takie moje przeznaczenie? Musiał wiedzieć...
GAMMA
“Jednym skokiem tknął czasów, niezgłębionych jeszcze,
Gdy sławie jego boskiej nie groził cień ciosu -
I na myśl o potwornych zamierzeniach losu
Ogromną jego postać przeniknęły dreszcze.”
Więc jaki cel twój?
SZATAN
Zniknąć, przestać istnieć... Boże mój! Litości...
SCENA III
Ziemia. Kolejny dzień wyjątkowo spóźnia się ze wstaniem, najdokładniejszy astronomiczny zegar nie funkcjonuje. Nic nie zapowiada zmiany na lepsze. Scena przedstawia Śmierć, który dokonuje swego żniwa, a także Głód i Zarazę. Czas robi swoje i stoi w miejscu.
SCENA IV – Ostateczna
Pustkę ostoi Szatana wypełnia delikatny promyk światła.
ALFA I OMEGA
Czego chcesz, synu? Czy jesteś gotów na Ostateczne?
GAMMA
“I załamując dłonie, podkurczając stopy,
On - najstarsza ofiara i pierwszy skazaniec -
Wielkim głosem zawołał przez bezmiaru szaniec,
Gdzie piana rozogniona w słońca bije stropy:”
SZATAN
"Krople dni jednostajnych, niby deszczu strugi,
Próżno skruszyć pragnęły skalę mej wieczności;
Duma, rozpacz i siła - wszystko to marności;
Wściekłość już mnie znużyła; czas walki - zbyt długi.
Miłości, nienawiści szlak równie jest kręty,
Łez jałowych wypiłem morza bezkres cały,
Niech grom we mnie uderzy i świata kawały
Spadną; i niechaj zaraz sen mnie wchłonie święty.”
Tak miało być! Od Początku do Końca! Czemu? Czemu? Po trzykroć czemu stworzyłeś cierpienie, zło? Byśmy mogli wielbić Cię za pojęcia przeciwstawne, jakoby tylko od Ciebie ofiarowane? Dlaczego ja? Zabawka?
“Wtedy zdrajcy szczęśliwi, słudzy potępienia,
W oddali, gdzie rozbłyska tylko przestrzeń głucha,
Usłyszą głos, co powie: Szatan oddał ducha!
I rozpadnie się Dzieło sześciu Dni Stworzenia!"
GAMMA
Nie usłyszał odpowiedzi. Odszedł. Później była już tylko pustka. A później rzekł On: “Niech stanie się...”. I stało się...
[KONIEC]
Wykorzystano wiersz Leconte de Lisle'a pt. "Smutek diabła"