Wsio inne, czyli luźne gadki »

[04 grudnia, 2004 | Dodaj komentarz | Poziom: 0 ]
Dzień pszenno-buraczany. Zaskakujące, jak ludzie całkowicie pozbawieni dobrego smaku i elementarnej nawet (bądź wręcz) inteligencji, mogą wprowadzać terror metodami zaiste faszystowskimi.
Co prawda, śmiem twierdzić, że w życiu nic nie jest już w stanie mnie zaskoczyć, ale podkreślam to, co może być zaskakujące dla innych, bądź to, co może, lub jest, zaskakującą tajemnicą Poliszynela (rzekłbym nieco cynicznie).
Bo na pewno nie jest to odkryciem na miarę Naszych możliwości, czasów, i czegokolwiek, ani też rozwiązaniem wszechobecnego światowego spisku – jest to stan, gdy umysł nie może zaakceptować zastanego stanu rzeczy.
Człowiek się wtedy zastanawia, jak to możliwe, by społeczeństwo godziło się na kierowanie przez niewykwalifikowanych ludzi, bądź po prostu (powiedzmy to bez ogródek, tak po prostu wprost) – idiotów.
Najgorzej jest, gdy rzeczony idiota ma niewątpliwą świadomość ideologicznego obarczenia go (przez los, fatum, mamę, tatę, Absolut) tzw. Wielką Misją, przez następuje sztuczne przehierarchizowanie inteligenckie i przewartościowanie własnej osoby, a to się wiąże z odczuwaniem niesprawiedliwości społecznej przez rzesze ludzi, dla których człowiek – misjonarz, jest szefem, nauczycielem lub innym zwierzchnikiem. Tak to już jest...
*
W pogoni za zbiegłą myślą. Czasem takowej nie da się złapać, czasem (figlarna) sama powraca, tylko po to, by z ogromną siłą i premedytacją uderzyć prosto w twarz, niekoniecznie zamkniętą pięścią. Co prawda uderzenie takie może otrzeźwiać, ale nie zawsze godzimy się na taką prawdę, odwracamy się od tej myśli i uciekamy przed nią...
To zupełnie jak oblanie się sokiem z buraków, o którym myśl powoduje u mnie spazmatyczne drgawki – gwoli jasności, mówiąc o tzw. Buractwie mam na myśli jego intelektualny aspekt. No coż, Lem powiedział kiedyś, że, niestety, człowiek rozumny jest statystycznie głupi...

Wsio inne, czyli luźne gadki »

[01 grudnia, 2004 | 2 komentarze | Poziom: 0 ]
Drogi pamiętniku... Po wypowiedzeniu (wypisaniu?) tych jakże schematycznych i wręcz kiczowatych słów, nie wypada nic innego (proszę mi wybaczyć dosadność), jak tylko zamknąć mordę i nic już dzisiaj nie mówić (pisać?).

Wsio inne, czyli luźne gadki »

[01 grudnia, 2004 | Dodaj komentarz | Poziom: 0 ]
Tak, oto nadszedł ten dzień. Wróciłem. Konkludując cztery ostatnie miesiące, mogę potwierdzić, że Murphy jak zwykle miał rację. Postanowienie: naprawdę nigdy, przenigdy nie ulegać zdziwieniu – ma to swoje praktyczne jak i estetyczne względy – przynajmniej człowiek nie musi zbierać z podłogi zębów, po tym, jak mu opadła szczęka, bądź zastanawiać się jak idiotycznie wygląda w momencie zdziwienia.
*
Życie polityczne i prywatne mają wiele podobieństw – życie osobiste jest równie zagmatwane i często równie śmieszne. Życie polityczne ma jednak nad osobistym jedną przewagę – człowieka dotyczy jedynie pośrednio (choć na tej hipotezie pewnie bym się, mówiąc obrazowo, “przewrócił”). Oczywiście nie biorę tu pod uwagę choroby takiej jak autyzm (który rządzi się swoimi prawami), tylko, jak najbardziej, życie młodego człowieka w obliczu perspektyw wstępowania w dorosłość. Nie, nie jest ono zaskakujące, bywa raczej przykre – takiemuż człowiekowi przyszło się dowiedzieć, że św. Mikołaj nie istnieje, a za przemiłego grubaska po sześćdziesiątce w czerwonym kubraczku niezdarnie przebrał się tatuś. Dlatego też w tym wieku rodzi się postawa buntu (tak, tak – wszystko wina świętego Mikołaja), która owocuje powstawaniem opozycyjnego toku myślenia, któryż to, z kolei, powoduje uznanie takiego jegomościa w kręgach Starszych Pokoleń za nihilistę/ateistę/satanistę lub onanistę (co trzeba podkreślić, ponieważ ta sfera życia osobistego jest szczególnie wyszydzana przez Starsze Pokolenia). Nie wydaje mi się, aby ten mechanizm był zbyt zawiły (choć znów błądzę koncepcyjnie). Na podsumowanie myśli – cytat za Jonaszem Koftą: "Czy się świat wiele zmieni jeśli z młodych gniewnych wyrosną starzy wkurwieni?”. Wydaje mi się, że jest jak najbardziej na miejscu i tłumaczy podstawowe koleje rzeczy, które mają miejsce od zarania. W skrócie: człowiek dojrzewa powoli, dowiaduje się, że św. Mikołaj nie istnieje, Starsze Pokolenie go dręczy, wiec wyrasta na dręczyciela i zajmuje zaszczytne miejsce w panteonie dręczycieli... Mam nadzieję, że absurdalne wręcz podobieństwo między życiem osobistym a politycznym zostało przeze mnie dowiedzione. A to wszystko przez św. Mikołaja... Ciekawe, czy on też kiedyś był onanistą...

Wsio inne, czyli luźne gadki »

[01 grudnia, 2004 | Dodaj komentarz | Poziom: 0 ]
Pierwsza przerwa, która wynikła z... No właśnie, z czego wynikła? Nieistotne. Wiąże się to chyba z przyrostem liczby przedstawicieli pierwotniaków... Ja w każdym razie staczam się na dno postintelektualne, dlatego na pewien czas przestanę pisać...

Wsio inne, czyli luźne gadki »

[30 listopada, 2004 | Dodaj komentarz | Poziom: 0 ]
Kolejna przeplatana monotonią dnia codziennego refleksja. Może człowiek musi sam się postarać, aby monotonia przestała być monotonią właśnie, urozmaicić sobie żywot w jakiś przewrotny, znany tylko sobie sposób.
*
Chaos, rozbiegane myśli. Poszukiwanie sensu lub jego braku. Zmęczenie materiału wymagające wymiany kończyn górnych, dolnych, torsu, ze szczególnym uwzględnieniem mózgu, któremu raczej nie pomoże wymiana oleju.
*
Wieczór bez ciekawszych konkluzji, jedynym wnioskiem jest to, by położyć się wreszcie spać. Otwieram słownik współczesnego języka polskiego na losowej stronie: animozja. Doskonałe podsumowanie dnia.

Wsio inne, czyli luźne gadki »

[30 listopada, 2004 | Dodaj komentarz | Poziom: 0 ]
Dzień na dobre się nie zaczął, a ja już zastanawiam się, Kiedy i Jak się skończy. Kwestia “Jak” jest tu chyba oczywista, nikt (nemo) przecież nie lubi niespodzianek (złych, oczywista) – czy będzie wypełniony JAKąkolwiek formą JAKiejkolwiek pracy, czy może formą bezproduktywnego obiboctwa, które jest tak powszechne w ludzkim życiu? Tylko czy postawienie pytania “Jak” nie jest trywializacją tego, co nastąpi? A może przeparszywionym uogólnieniem? “Jak” można rozpatrywać w różnych kategoriach, niekoniecznie tych trywialnych. Kwestia semantyki – chyba zacznę głosić uniwersalizm słowa “Jak” (szereg przykładów jest: “Jak się rozbierzesz, przyjdź do mnie”, “Jak stracę mózg, nie będę myślał” [co możliwie już nastąpiło], czy w formie pytającej, dającej szerokie pole do popisu pytaniom typowo egzystencjalnym – “Jak zakończy się mój żywot?”). “Jak” występuje w roli przysłówka, spójnika, przyimka, modulanta, relatora, Bóg wie czego jeszcze. Tak, “Jak” bardzo uniwersalne... Pogłaskałem się z pobłażaniem po głowie (w domyśle – ale ty głupi jesteś). Koniec kultu “Jak”. Kult “Kiedy” nie rozkwitł - “Kiedy” choć niewątpliwie uniwersalne, ale nie jak “Jak”. Koniec eksplikacji. Może nastąpi ekspiacja, tylko nie wiadomo do końca za co – za dużo tych win na sumieniu. Ekshumacja natomiast nie nastąpi (zostawmy umarłych tym, którzy się na nich znają i wiedzą, czym TO pachnie).
Kwestia winy (nie, nie wina, choć dobrym Wermutem bym nie wzgardził). Ciekawa jest chyba. Chwilowy, bliżej nieokreślony grymas na twarzy świadczy o przedziwnych kolejach procesu (bez)myślowego. Postąpię wbrew sobie, czy może nie, jeśli zajmę się tym, co oczywiste (po dwakroć może nie)... Bo czy winą jest wina, która nie jest świadomą winą? Bo jeśli jest winą świadomą, to to bez wątpienia wina. A jeśli jest winą dopiero w trakcie, albo już po, to jest winą w pełnym słowa znaczeniu? A co gorsza, jeśli nie ma świadomości winy? Chyba lepiej już rozprawiać o winach, a nie o winie (pamiętając, że Jezus nie zmieniłby wody w jakiegoś taniego “sikacza”). Tak, zabawna jest wieloróżnoznaczność. Chyba lepiej się upić, niż się nad tym zastanawiać...
Prawdopodobieństwo jest ilorazem możliwości zaistnienia jakiejś sytuacji, do możliwych efektów. W praktyce zazwyczaj wygląda to inaczej, a czasem przeciwnie do możliwych efektów. To jest dopiero zaskakujące. Dlatego niemożliwe staje się możliwe – podczas rzutu monetą okazuje się, że nie wypadła ani reszka, ani orzeł i ze zdziwieniem stwierdzamy, że moneta stoi pionowo. Mądry człowiek z tego Murphy'ego. Nic z tego nie wynika - zabrnąłem na przeprzerażające, arcyprzerażające manowce, ale to konsekwencja przekleństwa dnia poprzedniego, z którego nic nie wynika. A może nic wynika z niczego, dwa minusy (?) dają plus (!), a kangury żyją w Australii? Bzdury. Słów parę, dla osób szukających ukrytego sensu: nic. Nic poszło, a coś zostało.
*
Chciałem dziś sprzedać swoją duszę diabłu. Stwierdził z całą swą diabelskością, że nie ma drobnych. Ja natomiast stwierdziłem, że mogę mu ją oddać darmo. Nie chciał. Chciałem dopłacić, nie biorąc pod uwagę niedorzeczności, zarówno tej, jak i poprzedniej propozycji. Też nie chciał. Przez obowiązkowe 7 sekund toczyłem ze sobą jakże zażartą dyskusję dlaczego, po czym uznałem, że staczam się na skraj choroby umysłowej, a wyobraźnia płata mi figle. Dlaczego tak? A dlaczego nie? Odpowiedź prosta, sama się nasuwająca – bo tak, lub zależnie od sytuacji, bo nie. Najstarszy argument świata. Ale dlaczego? Chyba wiele zależy od zwyczajnego ludzkiego kaprysu, który jakimś cudem także determinuje ludzkie zachowania. Gdzieś leży granica wyrozumiałości – ile można znosić czyjeś fochy, upierdliwości, kaprysy? Nie jestem wyjątkiem, choć może znajdzie się gdzieś kiedyś ktoś, kto potwierdzi regułę. A może już się znalazł, dawno, dawno temu?
*
Dzi(a/e)ło pseudodramatyczne

Osoby:
Bohater Alfa – początek greckiego alfabetu, tu: Początek Wszystkiego
Bohater Omega – postać adekwatna do wspomnianego wcześniej Bohatera Alfa, widziany z odpowiedniej perspektywy greckiego alfabetu, możliwie Końcownik, występujący pod postacią dualną, stanowiąc jedność z Alfą, jak to bywa
Bohater Gamma – tu: bohater trzeci, by nie było niejasności, występuje jako Głos Głębi Wewnętrznej, bądź forma promieniowania (mentalnego)
Jeźdźcy – Jeźdźcy Apokalipsy w liczbie dwóch (jako pseudodramatyczne przekłamanie biblijne)
Szatan – występujący nieepizodycznie, jako utrapienie ludzi i wyraz cierpienia (własnego), a także w celu niejasnej prowokacji
Śmierć – który “odciął” się od Jeźdźców, gdyż od Początku (tu: Wszystkiego) miał kości pełne pracy, występuje w domyśle; mężczyzna, ze względu na męsko-świńskie szowinistyczne zapędy autora

AKT 0,5 (połowiczny, czyli znajdujący się w stanie między nicością, a teoretyczną nieegzystencją równą nieskończoności, która zawarta jest w nieskończonej liczbie liczb znajdującej się między zerem, a nieskończonością; między wszystkim, czyli niczym)

SCENA I
Scena przedstawia dwóch brodatych jegomościów w bliżej nieokreślonej chwili rozmowy, w bliżej nieokreślonym miejscu znajdującym się na skraju niebytu, a może bytu, który jest swoistym zaprzeczeniem ludzkiego świata zbudowanym z materii, bądź antymaterii, będącej jednocześnie energią bijącą ze sfery duchowej. Słupy światła, podobne do słupów soli, które pojawiają się bez konkretnego celu, a może w celu budowania atmosfery tajemniczości.

ALFA
Zatem stało się, drogi Omego. Wszystko potoczyło się zgodnie z zamysłem. Razem jesteśmy nieomylni.

OMEGA
Nieomylni jesteśmy razem. Z zamysłem zgodnie potoczyło się wszystko.

ALFA
z głosem pełnym satysfakcji

Dzieło stworzenia zostało ukończone już dawno, ale to podobno koniec wieńczy dzieło.

OMEGA
Dzieło wieńczy koniec.

ALFA
Tak, masz rację. Dzieło także wieńczy koniec, a nasze dzieło będzie właśnie takim – dziełem końca.

OMEGA
Rozpocznie niech zatem się dzieło końca. Ich wyślij tam, przeznaczenie gdzie wskazało drogę wieki temu.

do Alfy, szeptem

Odwrotnością czy przewrotnością jestem ja? Początkiem końca, końcem początku? Ostatnim, czy pierwszym może? Jednością podobno jesteśmy.

ALFA
Omego, zajmiemy się tym, gdy dzieło będzie ukończone.

OMEGA
Potem i co?

SCENA II
Sceneria sceny poprzedzającej, za wyjątkiem słupów światła, które mimo wszystko są widoczne z bardzo daleka, lecz niemożliwe do dosięgnięcia. Na środku niewyraźna sylwetka Anioła Ciemności z ułamanym skrzydłem, jakby wyrazem walki, siedząca ni to na tronie, ni to kamieniu.

GAMMA
“Milcząc, wsparty na dłoniach, z plecami zgarbionymi,
W płaszcz długi dwojga skrzydeł szczelnie otulony,
Na igłach wiecznych lodów zasiadł Potępiony
I pośród ciszy nocnej zatopił wzrok w ziemi.”
SZATAN
Zgiń, przepadnij, siło nieczysta!? Jak mógł? Jak mogli swemu dziecku? Podobno wybacza...

pogrąża się w cierpieniu, po chwili

Tęsknię... Dorobiono mi rogi, ale ja mam je teraz naprawdę. Takim jestem diabłem, którego rogi wrastają w głąb, zadając cierpienie, smutek.

GAMMA
“Tam, gdzie morza spienione były bez wytchnienia
O długie smugi lądów, ciemne i ogromne,
W górze skryło się niebo wszechświata przytomne,
ecz On spoglądał tylko w czarną otchłań cienia.”

Potępion jesteś. Kto od Niego odwraca swe oblicze jest przeciw Niemu. Gdzie cel był twój i dlaczego?

SZATAN
nie słysząc jakby

Gdzie był mój cel i dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Może On nie dał mi takiej mądrości, bym pojął, dlaczego nazwał mnie złem? Stworzył mnie On sam, przecież. Znał konsekwencje... Wolna wola, też coś... Gdzie się kończy, a gdzie zaczyna...?

GAMMA
“Trwał tak, wpijając oczy zmętniałe ze złości
W rozpadlinę, gdzie życie zbiera swe owoce,
Gdzie ludzie i zwierzęta dni pędzą i noce
Pod wiekowym obłokiem skłębionej przeszłości.”

Nie zrozumiesz tego. Na tym polega twoja pokuta. Wiecznie już będzie cię trapić.

SZATAN
Ale co nastąpi, jeśli przeniosę się w niebyt? W słodką nicość, gdzie nie będzie nic, Niego, mnie, Ich? Wszystko zależy od mojego istnienia... A nawet jeśli się mylę, to będzie to kres mej męki odwiecznej i świata – dla mnie...

GAMMA
“Słuchał pełnych pokory głosów uwielbienia,
Te Deum mężnych królów i zabójców wrzasku,
Rozpaczliwego jęku narodów w potrzasku
I sprawiedliwych w miejskich kloakach rzężenia.”

SZATAN
Jeszcze te głosy żebrzące o potęgę i chwałę. Nie ma ich. Jemu tylko ona przynależna... Dalej jest tylko Piekło.

GAMMA
“Ów powszechnej choroby wielogłos ponury,
Dawny jako wiek świata i jak ród człowieczy
- Silniejszy ponad jego nienawiść wszechrzeczy -
Wokół Ciemnego Boga kłębił się jak chmury.”

SZATAN
Myśleć... Cogito ergo sum? Ludzka prawdo, czemu bolisz? Chciałoby się rzec: nie ma mnie... Czy jestem chorą wypadkową przedziwnych ludzkich ambicji, które do mnie docierają, które mimo wszystko mnie tworzą w tej przerażającej głębi? Może takie moje przeznaczenie? Musiał wiedzieć...

GAMMA
“Jednym skokiem tknął czasów, niezgłębionych jeszcze,
Gdy sławie jego boskiej nie groził cień ciosu -
I na myśl o potwornych zamierzeniach losu
Ogromną jego postać przeniknęły dreszcze.”

Więc jaki cel twój?

SZATAN
Zniknąć, przestać istnieć... Boże mój! Litości...

SCENA III

Ziemia. Kolejny dzień wyjątkowo spóźnia się ze wstaniem, najdokładniejszy astronomiczny zegar nie funkcjonuje. Nic nie zapowiada zmiany na lepsze. Scena przedstawia Śmierć, który dokonuje swego żniwa, a także Głód i Zarazę. Czas robi swoje i stoi w miejscu.

SCENA IV – Ostateczna

Pustkę ostoi Szatana wypełnia delikatny promyk światła.

ALFA I OMEGA
Czego chcesz, synu? Czy jesteś gotów na Ostateczne?

GAMMA
“I załamując dłonie, podkurczając stopy,
On - najstarsza ofiara i pierwszy skazaniec -
Wielkim głosem zawołał przez bezmiaru szaniec,
Gdzie piana rozogniona w słońca bije stropy:”

SZATAN
"Krople dni jednostajnych, niby deszczu strugi,
Próżno skruszyć pragnęły skalę mej wieczności;
Duma, rozpacz i siła - wszystko to marności;
Wściekłość już mnie znużyła; czas walki - zbyt długi.

Miłości, nienawiści szlak równie jest kręty,
Łez jałowych wypiłem morza bezkres cały,
Niech grom we mnie uderzy i świata kawały
Spadną; i niechaj zaraz sen mnie wchłonie święty.”

Tak miało być! Od Początku do Końca! Czemu? Czemu? Po trzykroć czemu stworzyłeś cierpienie, zło? Byśmy mogli wielbić Cię za pojęcia przeciwstawne, jakoby tylko od Ciebie ofiarowane? Dlaczego ja? Zabawka?

“Wtedy zdrajcy szczęśliwi, słudzy potępienia,
W oddali, gdzie rozbłyska tylko przestrzeń głucha,
Usłyszą głos, co powie: Szatan oddał ducha!
I rozpadnie się Dzieło sześciu Dni Stworzenia!"

GAMMA
Nie usłyszał odpowiedzi. Odszedł. Później była już tylko pustka. A później rzekł On: “Niech stanie się...”. I stało się...

[KONIEC]

Wykorzystano wiersz Leconte de Lisle'a pt. "Smutek diabła"